tkwią jak rodzynki i rozsadzają mnie

Ich rozgrzane wątroby eksplodują we mnie

Wewnątrz mnie jakieś obecności obce

drażnią mój głód i rozpacz, i zapadanie

Czy wielcy bogowie tak muszą kończyć

w okowach własnych, stalowych ramion?

Moje kipiące istnienie do nieskończoności

ciągle jest kadrowane do punktu gęstego

Formy wykute własnoręcznie w ogniu

w ogniu wulkanu, w śmierci, w płaczu