Pieśń dwudziesta. Lukrecja nuci na bezdechu

Podnoszę swój głos nisko, za nisko podnoszę znów

spod czoła gniewnego i zachmurzonego Lukrecji

noszącej w sobie same trucizny w ustach, w języku

Ona w sukienkach przewiewnych nosiła paczuszki

Moja pieśń ma smak fałszywy, trujący śmiertelnie

Pocałuj mnie namiętnie w usta, a dam ci ich smak sobą

Spróbuj, zasmakuj tych związków we mnie chemicznych

Mojej cierpkości wonie zagubione degustuj swobodnie

Mając dwadzieścia parę lat urodziłam zgniły owoc