już myślałam, że umrę w tej temperaturze

w 500 stopniach zimna, ale byłam już umarła

pełna złamania, gruchocząca jak instrument

Mam w swojej pustce jakieś dawne ziarna

wydają jeszcze nikły szelest, odbijając się

Sine usta szepczą pieśń jak modlitwę

którą śpiewa się przed wielką zagładą

wiedząc, że się jednak przeżyje w postaci

garści popiołu sypanej na głowy dla mas

Pchnięcie skręciło mnie znów mocno