Unikałam ludzi ciągle odwiedzających z podarkami lichymi

Tą idealną harmonię mojego skrytego domu naruszyliby Oni

Raz dziennie chodziłam na targ po zakupy, by przyjrzeć się

tym ohydnym twarzom, brudnym, rozmnażającym biedę

Jak coś takiego można zaprosić do siebie, do domu?

Lecz ich nie powstrzymałam, do Viniale zakradł się gość

Tak jak ty tutaj zjawił się niespodziewanie, niezaproszony

Włamywacz wskoczył przez uchylone okno w dachu

Wyszłam w nocnej koszuli sprawdzić, kto hałasuje i broi

gdy zapaliłam światło, napastnik, którego nie rozpoznałam