Więziony w sobie, własne żebra-kraty

Wisi przede mną żółty abażur pradawny

Jakieś istnienie rozumne i przebiegłe

szeleści, zadając mi rany, ramy wąskie

cytując i śpiewając — tatuując we mnie

słowami i pieśniami miażdżącymi się

teraz odwrotnie rozciągane, za ogony

na szorstką stronę, która nie pozwala

na noszenie ich bez otarć i zniszczenia

Trzeba zawsze było sprawdzać metkę