ze strachu, że noc się nie kończy, a złe sny są takie namacalne

i szeleszczą złowieszczo w przepoconych, długich palcach

wydrapiemy jego gardło językami z płomieni, samozaciskami

aż skuli się do niemożliwości, aż będzie wzywać swe dzieci

my z jego ust wszystko pochwycimy, spożyjemy łapczywie

napełniamy się bowiem sokiem jego, prawie że pęczniejemy

w naszym wiecznym głodzie, w trwaniu zakonserwowane

i niezmiennie perwersyjne w rekonstrukcjach