Zobaczyłam na wielkich schodach rozciągniętych wokół holu

siedzącą kobietę z bardzo chudym i smutnym policzkiem

ubraną w postrzępioną bieliznę z resztek srebra z piwnicy

Trzymała głowę w dłoniach wychudłych, wysuszonych

podkreślając bardzo matowy odcień twarzy

Zakorzenione tu były sadzonki ostów samosiejących się

Owa szorstkość jej trwania powodowała mój lęk

Prawie zauważalnie cofnęłam się do siebie znów

Poczułam, że jej pieśń z czarnego gardła gorzką będzie

Jej dzikie spojrzenie wyniuchało mnie w mroku