Topnieje tu popiół zmiatany pod rogi dywanu

Kto tu zagląda zgięty do środka, ten tak wygląda

Uderzasz mnie mocno w bok, przechodzę

W milionach okien stoją poeci z otwartymi usty

żadnych dźwięków samodzielnie nie wydają już z siebie

Zgarniani, zbawiani grupowo w pośpiechu przypływów

Rozgrzeszenie w tłumie przeoczą ich dawne pozdrowienia

dla szatana z wakacji, listy, które wysyłali spod swych ud

bo się im dziwnie pomylił adresat, może to wina poczty

Ramionami tak szerokimi zbierani z głębokich wykopów