Będą podnosić nieco swe głosy i narażać się na śmieszność wobec tłumu

Nikt nie uwierzy im w ich śmierdzące morzem słowniki

w kieszeniach mają owoce morza, ostatnie daniny na ołtarz ofiarny

Będą wyrzucani poza bramy miasta, a tam zajmą się hodowlą

agroturystyką z możliwością kąpieli w słonej wodzie

w parkach jordanowskich oblewanie się chrzcielną wodą

Wokół nich zwierzęta kręcące się, spokojne ich obecnością

wtulone w siebie, cicho pomrukujące ze szczęścia

Nie spotka ich wstyd ukryty, głowy zanurzać będą w miskach

W tej wodzie nie słychać odczytów i prelekcji dydaktycznych