Już w sumie próbowałam ciężki rysunek nanosić na ziemię

za pomocą schodołazu, chodzików dziecięcych, starczych

za pomocą swych niewidocznych podpórek szkicować jakiś kres

wszystkie były pokryte białym aksamitem i czekoladą

tym bardziej były luksusowymi materiałami plastycznymi

Patrzę przez ich nieszczelne struktury na mą słabość

na moje potykanie się, czołganie ze wzrokiem ku ziemi

Chodzę z głową gniecioną do dołu, przyglądając się wykopom

Te linie prowadzone na końce jak zagony gnilne, zmrożone

rytmicznie i równo rozkopywane ze znikomymi śladami pulchności