Ona — środek transportu dla stłuczonych istnień

Postrzępiony latawiec powiewa kokardami

tasiemki czarne zatykają mi usta, dławią oddechy

wplątujące się między język, między koła

Nie porywa noworodków i dzieci mlecznych

lecz śnieżnobiałe bianki obtoczone słowami

nakarmione prochami strzelniczymi, melonami

Przynosi mnie tutaj do granicy, pozostawiając

Spogląda na mnie niemo, odprowadza do furtki

Nie pójdzie ze mną dalej i już tego żałuje