— Dziwi mnie — zauważyła Karen, spojrzawszy na zegar kościelny — że dotąd nie zaczęło się nabożeństwo!

— O tak! — odrzekł z uśmiechem Sämund. — Tu przed kościołem zrobiło się dziwnie gorąco.

— Chodź, Synnöwe! — zawołała Karen córkę. — Wejdziemy do środka!

Synnöwe rozmawiająca z Torbjörnem drgnęła na głos matki.

— Czy nie lepiej poczekać, aż zadzwonią? — zdumiała się Ingrid i spojrzała z ukosa na Synnöwe.

— O tak! — potwierdziła Ingeborga. — Wejdziemy razem!

Synnöwe nie wiedziała, co mówić. Sämund zwrócił się do niej.

— Czekaj! — rzekł. — Niedługo ci zadzwonią!

Synnöwe zaczerwieniła się, matka rzuciła jej surowe spojrzenie, ale Sämund uśmiechnął się do niej.

— Wszystko się stanie, jak Bóg zechce! Wszak słyszeliśmy to przed chwilą! — powiedział Sämund i nie chcąc oponować dłużej, postąpił ku kościołowi.