— Żałuję, żem poszła — powiedziała Synnöwe.
— Cóż w tym może być złego! — odparła Ingrid. — Wszakże ojciec wie o wszystkim!
— Tak! — zauważyła Synnöwe. — Ale w każdym razie nie mój ojciec!
— Któż wie, czy także nie twój! — zaśmiała się Ingrid i nie poruszano już tego tematu.
— Zdaje mi się, że tu miałyśmy zaczekać! — rzekła Ingrid, kiedy znalazły się na skręcie drogi pośród gęstego lasu.
— On musi bardzo nadłożyć drogi! — zauważyła Synnöwe.
— Już jestem — ozwał się Torbjörn, wychodząc spoza dużego skalnego załomu.
Ułożył sobie dokładnie w głowie, co ma mówić, a była to sprawa niemała. Dzisiaj, jak mniemał, pójdzie to łatwiej niż kiedy indziej. Wszakże ojciec był po jego stronie, widział to wyraźnie w kościele. Najoczywiściej życzył sobie tego. Przez całe lato Torbjörn marzył o tej rozmowie z Synnöwe. Tak, niezawodnie, jeśli kiedy, to właśnie dzisiaj zdobędzie się na odwagę.
— Chodźmy ścieżką przez las! — powiedział. — To najbliższa droga do domu!
Dziewczęta nic nie odrzekły, ale usłuchały go.