Torbjörn miał niezłomne postanowienie rozpoczęcia rozmowy, ale nie chciał zaczynać od razu. „Aż nie wyjdziemy na wzgórze”, myślał. Potem chciał przystąpić do rzeczy, gdy miną bagno leśne. Ale dawno byli na wzgórzu i minęli bagno, a on milczał. Postanowił zaczekać, aż się znajdą głębiej w lesie.
Ingrid zauważyła, że sprawa postępuje zbyt opieszale, przeto szła coraz to wolniej, zostawała w tyle i w końcu znikła im z oczu. Synnöwe nie zwróciła jakoś na to uwagi, że nie ma przyjaciółki. Przystawała co kilka kroków i schylała się po jagodę.
„Dziwnie by to było, gdybym się nie zdobył na gadanie!” — pomyślał Torbjörn i zaczął zaraz:
— Piękna dzisiaj pogoda!
— Prawda! — odparła Synnöwe.
Znów uszli kawałek drogi, a ona zbierała wciąż jagody.
— Bardzo się cieszę, żeś się zgodziła na tę przechadzkę! — powiedział.
Szła w milczeniu.
— Mieliśmy tego roku długie lato...
Znowu nic nie odrzekła.