— Owszem — przyznała Synnöwe.
— Nie zabraniajże jej rozmowy z ludźmi! — ozwał się w tej chwili ojciec.
— Bynajmniej jej tego nie zabraniam! — odrzekła matka nieco łagodniej. — Ale przecież powinna była towarzyszyć rodzicom.
Na to nikt się nie odezwał.
— Ślicznie dziś było w kościele! — zaczęła znowu Karen. — Widok młodzieży na kościelnej uroczystości sprawia człowiekowi radość!
— Tak! — przyświadczył Guttorm. — Przypomina się uroczysty dzień konfirmacji własnych dzieci!
— Słusznie mówisz! — westchnęła Karen. — Nie wiadomo, jaki los je czeka.
Nastało długie milczenie.
— Powinniśmy dziękować Bogu — zauważył wreszcie Guttorm — pozostawił nam jedno dziecko!
Matka spuściła głowę, gładząc płytę stołu.