— Wstań, Synnöwe! — szepnęła jej Karen.
Wstała, uśmiechając się, a potem odwróciła się do ściany i zaczęła płakać.
— Niech cię Bóg ma w swej opiece, drogie dziecko, teraz i zawsze! — powiedziała Karen, objęła córkę i płakała razem z nią.
Mężczyźni oddalili się, każdy w inną stronę.
— Zbliż się do niego, Synnöwe! — powiedziała matka i popchnęła ją z lekka ku Torbjörnowi.
Synnöwe uczyniła jeden krok i stanęła. Nie była w stanie iść dalej. Wówczas Torbjörn zerwał się, przyskoczył i chwycił jej rękę, nie wiedział jednak, czy wypada mu czynić coś więcej i stał tak chwilę, aż cofnęła swoją dłoń.
Stali obok siebie, milcząc.
W tej chwili otwarły się cicho drzwi i ukazała się w nich czyjaś głowa.
— Jest tutaj Synnöwe? — spytał nieśmiały głos.
— Tak! Jest tutaj! Chodźże, Ingrid! — powiedział Guttorm.