— Tak. Słyszałam zawsze, że jesteś taki grzeczny!
— Nie! To nieprawda! — odparł. — Jestem najgorszy ze wszystkich w całym domu!
— Ach! Któż tak mówi! Tego jeszcze nie słyszałam! — zawołała Synnöwe, uderzając w zdumieniu chustką w książkę... — Mamo! Mamo... on powiada...
— Dajże mi spokój i odejdź... — odrzekła matka. Zatrzymała się, a potem wróciła do Torbjörna, nie spuszczając z matki wielkich, niebieskich oczu.
— Słyszałem — ozwał się Torbjörn — że ty jesteś zawsze grzeczna.
— Tak... czasem... Tak mówią, gdy się pilnie uczę! — odparła.
— Czy to prawda, że u was pełno krasnoludków, czarownic i innych złych duchów? — zapytał, biorąc się pod boki. Wysunął jedną nogę i przybrał minę wyzywającą, zupełnie jak Aslak.
— Mamo... mamo! Wiesz, co on mówił! On powiada...
— Daj mi spokój... rozumiesz? I nie zbliżaj się, aż cię nie zawołam.
Musiała znowu cofnąć się. Szła z wolna wstecz, gryząc chusteczkę i szarpiąc ją w zębach.