Milczała.

— Czy nie prosiłaś rodziców?

Nie odzywała się.

— Czemuś tego nie uczyniła? — pytał, przyciągając ją do siebie.

— Nie śmiałam... — powiedziała cicho.

Zachmurzył się i oparł głowę na rękach.

— W takim razie nigdy się chyba tam nie pokażę! — rzekł z goryczą.

Miast odpowiedzi, zaczęła nerwowo wyrywać wrzosy.

— To prawda... — zaczął — że dopuściłem się niejednego, co może nie wypada... Ale myślę, że winnaś sądzić mnie pobłażliwiej!... Nie jestem zły — tu zrobił przerwę — jestem przy tym młody... mam zaledwie dwadzieścia lat...

Plątał się i nie mógł mówić dalej.