— Rzeczywiście, gapi się jak cielę na malowane wrota! — powiedział ojciec.

Leżał na łóżku i odpoczywał całe poobiedzie, była to bowiem niedziela.

— Ludzie powiadają — zauważył od niechcenia Aslak że jest zaręczony z Synnöwe Solbakken! — i dodał: — Ale ludzie gadają często głupstwa!

Torbjörn nie zrozumiał dobrze, co mówi Aslak, ale mimo to zarumienił się po uszy. Usłyszawszy tę uwagę, zszedł z ławki, wziął katechizm i zaczął się uczyć.

— Dobrze robisz! — powiedział Aslak. — Pociesz się słowem bożym, bo i tak jej nigdy nie dostaniesz!

Minęło z pół tygodnia i Torbjörn sądził, że ta niedzielna sprawa poszła w zapomnienie. Pewnego dnia spytał matki po cichu — wstydził się bowiem...

— Mamo! Kto to jest Synnöwe Solbakken?

— To mała dziewczynka, która kiedyś będzie właścicielką Solbakken.

— Czy ona ma drewnianą spódnicę? — pytał już śmielej.

Matka spojrzała nań zdumiona.