— To za darmo! — zawołał Aslak i dodał, wyciągając rękę: — Ano, jeszcze kieliszek na drogę... zaraz ruszam z miejsca.

Nalano mu. Wypił powoli, przechylając kieliszek dnem do góry i mlaskając językiem, potem zwrócił się do leżącego na łóżku i powiedział z uśmiechem:

— Tak! Teraz jestem waszą świnią! — Roześmiał się, objął kolana rękami, pokiwał nogą, zakołysał ciałem i zaczął:

— Była pewnego razu dziewczyna. Żyła w dolinie pośród gór i lasów. Nazwa doliny nie ma nic do rzeczy, podobnie jak imię owej dziewczyny. Dziewczyna była piękna, podobała się wszystkim, a zwłaszcza gospodarzowi, u którego służyła. Dostawała dobre wynagrodzenie... dostała nawet więcej niż chciała, bo oto dostała w podarunku — dziecko! Ludzie mówili, że winien był gospodarz, ale on się do tego nie przyznawał, był bowiem żonaty, i ona także tego nie twierdziła, bo była dumna... dumna była biedaczka! I stało się, że przy chrzcie powiedziała kłamstwo. A syn, który jej się narodził, był to wielki gałgan i dlatego od razu z początku ochrzczony został fałszywie.

To mu nie mogło zaszkodzić, gdyż był z góry przeznaczony na łajdactwo. Dziewczyna dostała mieszkanie tuż pod osiedlem gospodarza i to, naturalnie, nie mogło się podobać jego żonie. Ile razy ją ujrzała, pluła na nią, a gdy malec przychodził bawić się z jej dziećmi, kazała wypędzać bękarta. Niegodzien był — jak mówiła — niczego innego.

Po całych dniach i nocach nalegała na męża, by precz odpędził biedaczkę. Opierał się długo, opierał się, póki był silny i panował nad sobą. Ale później rozpił się i rządy w domu objęła żona. Od tej chwili zaczęło być bardzo źle owej dziewczynie, z każdym rokiem coraz gorzej, tak że marła po prostu z głodu wraz ze swoim malcem, który nie chciał opuścić matki.

Mijały lata, minęło lat osiem, aż pewnego dnia musiała dziewczyna wynosić się precz! I wyniosła się pewnego ranka, ale poprzedniej nocy całe gospodarstwo stanęło w płomieniach. Spalił się gospodarz, gdyż był właśnie pijany, uciekła tylko żona wraz z dziećmi i oskarżyła dziewczynę, iż to ona wznieciła pożar. Może tak było... może nie... któż to odgadnie? Ale dziwny był chłopak, syn owej dziewczyny. Przez osiem lat przymierał wraz z matką głodem i wiedział dobrze, czyja to wina. Matka opowiadała mu nieraz całe swoje życie, kiedy pytał dlaczego ciągle płacze. Powtórzyła mu to raz jeszcze onej nocy, kiedy miała iść precz. Chłopaka nie było potem długo w domu... Dostała się na całe życie do więzienia, gdyż powiedziała sędziemu, że to ona przez zemstę puściła z dymem całe osiedle.

Chłopiec pozostał sam, ale ludzie mu pomagali, pomagali z litości, że miał taką złą matkę. Potem udał się w inną okolicę i tam już ludzie byli dlań gorsi, bo zapewne nie wiedzieli, że jego matka była podpalaczką i jakie było jego położenie... Zdaje się, nie powiedział im tego. Gdym go widział po raz ostatni był pijany i ludzie powiadali, że oddał się trunkowi. Czy to prawda, nie wiem, ale mówiąc między nami nie mógł uczynić nic lepszego. Wierzcie mi państwo, jest to zły, z gruntu zepsuty chłopak. Nie znosi ludzi, nie chce, by byli dla siebie wzajem dobrzy, a nawet, by dla niego samego byli dobrzy. Pragnie wszystkich uczynić takimi, jaki jest sam, ale przyznaje się do tego wówczas jedynie, gdy jest pijany. Wtedy także płacze... płacze bez powodu, a łzy lecą jak grad... bez powodu... bo po cóż ma płakać? Mimo to płacze jak wściekły... płacze i płacze... Gdybyście słyszeli ten jego płacz... śmialibyście się... bo płacze tylko z pijaństwa i nie jest odpowiedzialny za ten płacz.

Aslak, doszedłszy do tego miejsca rozpłakał się w głos, przechylił w tył i spadł ze stołka, ale wnet uspokoił się zupełnie i zaczął chrapać.

— Urżnął się jak świnia! — powiedział leżący na łóżku. — Zawsze tak płacze, kiedy się upije.