— Tak! Jest pijany i w takich razach bez bitki się nie obejdzie.
Torbjörn śmignął batem, a koń ruszył.
— Nie! Nie! Zostań, przyjacielu! — krzyknął ktoś za nim.
Ściągnął lejce, ale koń nie stanął, przeto pozwolił mu iść dalej.
— Hej, Torbjörnie Granlien! Boisz się, widzę!
Zatrzymał konia, ale się nie odezwał.
— Złaź z wozu i pij ze mną! — krzyknął Knut.
— Dziękuję! — powiedział. — Muszę wracać!
Usiłowano go nakłonić, by został. Przy wozie zebrało się sporo ludzi. Knut stanął przed koniem, pogłaskał go, potem wziął jego głowę w dłonie i zaczął mu się przypatrywać. Był to wysmukły młodzieniec, miał konopiastą, szczecinowatą czuprynę i perkaty nos. Usta jego były szerokie, oczy niebieskie z bezczelnym wyrazem. Niewiele był podobny do siostry, miał tylko taki sam krój ust i proste, wysokie czoło. Wyglądał jednak ordynarnie, gdy ona była znacznie wykwintniejsza.
— Ile chcesz za tego konia? — spytał.