— Jeśli się czujesz na siłach — powiedziała — to opowiem ci coś o ojcu.

— Mów... — odrzekł chory.

— Pierwszego wieczoru po bytności doktora ojciec wyszedł, a nikt nie wiedział, dokąd się udał. On zaś poszedł do Nordhaug na wesele. Gdy się zjawił, przerażenie ogarnęło gości. Siadł przy stole i pił, nawet panu młodemu wydawało się, że trochę sobie podpił.

Potem zaczął rozpytywać o przebieg całego zajścia i dowiedział się wszystkiego dokładnie. Naraz pojawił się Knut, a ojciec chciał, aby on sam opowiadał, i wyszedł z nim na podwórze, na to miejsce, gdzie się odbyło spotkanie z tobą. Wszyscy goście weselni otoczyli ich i słuchali. Knut mówił, jak mu dojechałeś, obezwładniając jedno ramię. Ale nie chciał ciągnąć dalej opowiadania. Wówczas ojciec skoczył i spytał, czy przypadkiem nie stało się to tak? W tej chwili chwycił Knuta, podniósł w górę, położył na kamieniach, na których były jeszcze ślady twojej krwi i trzymając go ręką lewą, prawą przyłożył mu nóż do gardła.

Knut pobladł, wszyscy goście zamilkli. Niektórzy mówili, że ojcu łzy płynęły z oczu i spadały na Knuta, który nie bronił się wcale. Ale ojciec nic mu złego nie uczynił. Podniósł go z ziemi i znów położył, i ponownie przyłożył mu sztych do gardła.

— Nie mogę się przezwyciężyć, by cię puścić zdrowo! — powiedział, trzymając go mocno pod sobą. Zjawiły się dwie stare kobiety, a jedna z nich ozwała się:

— Sämundzie Granlien! Wspomnij o żonie i reszcie twoich dzieci, czy ojciec ich ma zostać mordercą?

Wówczas, powiadają, Sämund puścił Knuta i za chwilę gdzieś zniknął, a Knut tak się zawstydził, że umknął chyłkiem z wesela i nie pokazał się na nim do końca.

Ledwo Ingrid skończyła opowiadać, ktoś uchylił drzwi. Był to ojciec. Wyszła niezwłocznie, ustępując mu miejsca. O czym rozmawiał z synem, tego nikt się nigdy nie dowiedział. Matka stała pod drzwiami i wpadło jej do ucha, że rozprawiano o tym, czy i jak dalece odzyska Torbjörn dawne siły i zdrowie. Ale nie była pewna, a wchodzić nie śmiała, póki mąż był u syna. Gdy Sämund wyszedł, zauważono, że oczy jego były zaczerwienione, a stary był w nastroju niezwykle łagodnym.

— Nie umrze! — powiedział do żony mimochodem. — Ale Bóg jeden tylko wie, czy odzyska siły...