Począł jej opowiadać szeptem, że kiedy wczoraj odszedł, wydawało mu się, iż zbliża się do niej za każdym krokiem. Przyszedł do domu, ale nie mógł się niczym zająć i Niemiec turysta musiał sam gotować kolację, a on poszedł w góry. Przez całą noc wędrował, nad ranem wrócił na śniadanie i zaraz poszedł znowu. Ma — powiadał — lat dwadzieścia osiem, więc jest dorosły i powziął decyzję, że ona musi być jego — inaczej źle się z nim skończy. Ciągnęło go coś na to miejsce, ale nie miał nadziei zastać jej tutaj. Chciał jednak posiedzieć tu chwilę choćby samotnie. Zobaczywszy ją zrozumiał, że podziela jego uczucia i postanowił rzecz rozstrzygnąć niezwłocznie.
Podniósł jej głowę. Jej łzy przestały płynąć. Spojrzała w jego rozbłysłe szczęściem oczy. Zarumieniła się i znowu złożyła głowę na jego piersi.
A on mówił do niej miękkim szeptem. Słońce świeciło prostopadle nad wierzchołkami drzew, brzozy drżały w lekkim powiewie wiatru, ptaki świergotały, a potok mruczał w pobliskich skałach.
Jak długo siedzieli tak przy sobie, nie mieli pojęcia. Wreszcie spłoszył ich pies. Kilkakrotnie okrążył pędem miejsce, na którym siedzieli, wracał i kładł się na swoje miejsce. Teraz zerwał się i szczekając popędził w dół ku dolinie.
Wstali szybko i wytężyli słuch. Ale nie zauważyli niczego. Spojrzeli po sobie i nagle Jan pochylił się i wziął ją na ręce.
Od czasu dzieciństwa nikt jej nie nosił. Było w tym coś, co ją przejęło poczuciem bezsiły. Spojrzała nań promiennie i otoczyła ramieniem jego szyję.
On był jej opiekunem, jej przyszłością, jej wieczystym szczęściem — musiała ulec temu uczuciu. Nie zamienili jednego słowa. On trzymał ją, ona jego. Zaniósł ją na poprzednie miejsce. Tam usiadł i przytulił ją do siebie. Odwróciła nieco głowę, by nie spostrzegł, że tak źle wygląda. Właśnie miał jej głowę zwrócić ku sobie, gdy tuż przed nimi rozległ się okrzyk pełen zdumienia:
— Mildrid!
Była to Inga. Przyszła tutaj śladem psa.
Mildrid zerwała się, pobiegła do przyjaciółki, otoczyła ramieniem jej szyję i położyła jej głowę na ramieniu. Inga objęła ją wpół.