Beret powiedziała jej, by się pospieszyła i przeszła się z nią po hali, jeśli nie, to pójdzie sama. Mildrid nic nie odpowiedziała, ale Beret uczuła, że pragnie zostać sama, więc pokręciła się chwilę i poszła.
Mildrid odetchnęła z ulgą. Pośpiesznie opłukała kadzie i skopki, resztę roboty zostawiając na później. Umyła się potem, uczesała włosy, pobiegła do koliby, przebrała się, wzięła robotę i pospieszyła do skalnej ściany.
Nie przyniósł jej dzień nowy świeżych sił, gdyż niemal wcale nie spała i dawno już nic nie jadła. Ciągle była w jakimś półśnie i wydało jej się, że nie poradzi sobie z tym, póki nie znajdzie się na miejscu, gdzie się wszystko zaczęło.
Ale ledwo usiadła, już zaczęła dumać, co on pomyśli, gdy ją tu spotka. Zerwała się na równe nogi. W tej samej chwili ujrzała psa na skale. Zbiegł szybko i zbliżył się w podskokach, machając ogonem.
Serce jej bić przestało. Tam, niedaleko, stał on z fuzją w ręku — jak wczoraj, oblany słońcem. Dziś przybył inną drogą. Uśmiechnął się, skinął ręką i za chwilę był już przy niej.
Wydała lekki okrzyk i opadła na miejsce, skąd wstała, robota wypadła jej z ręki — odwróciła głowę.
Nie odezwał się ani słowem. Usiadł obok niej na trawie, a pies ulokował się po drugiej stronie. Przyszło jej na myśl, że chociaż jest odwrócona, on widzi, że się rumieni. Oddychał szybko i także jej oddech stał się szybszy. Wydało jej się, że powiew tego oddechu czuje na swojej ręce. Nie pragnęła, by przemówił, ale strachem ją przejmowało jego milczenie. Wstydziła się okrutnie, iż ją tutaj zastał. Ale szkaradnie uczynił, że przyszedł i tak znienacka siadł przy niej.
Nagle pochwycił jej jedną rękę, potem drugą, tak że musiała się doń zwrócić, gdyż przyciągał ją coraz bliżej do siebie. Nie miała sił bronić się, opadła koło niego w trawę, a głowę złożyła na jego piersi. Czuła, że gładzi jej włosy, ale nie śmiała podnieść oczu. Uświadomiła sobie, że zachowuje się niegodnie i łzy zaczęły płynąć jej z oczu.
— Płaczesz — powiedział — a ja się będę śmiał, bo to co nam się zdarzyło i płaczu, i śmiechu godne.
Tak mówił, ale głos jego drżał.