— Nie! — odparła Beret i jadła dalej.

— Czyś była z pastuchami? — spytała po chwili Mildrid.

— Nie! — odparła Beret.

— Nie! — odrzekli parobcy.

Po kolacji Mildrid położyła się. Czuła jednak, że nie zaśnie i tej nocy. Biedna dziewczyna nigdy nie przeżywała nic podobnego. Modliła się tego wieczora gorąco. Przerywała pacierz i zaczynała go od nowa. Odmawiała dawne modlitwy dziecięce, to znów modliła się swoimi słowami, a ustawicznie powracało na jej usta:

— Dopomóż mi, Boże miłosierny! Dopomóż mi!

Nagle Beret zerwała się na kolana i pochylając się nad siostrą, szepnęła:

— Powiedz, jak on się nazywa?

Była podniecona, a z oczu jej sypały się iskry.

Mildrid, znużona, nie była zdolna dać odpowiedzi.