Ale daremnie. Echo jej tylko odpowiadało. Nagle przyszło jej do głowy, że może Beret, chcąc ją wyręczyć, udała się do rodziców? Tak, to leży w jej porywczej naturze! Ale właśnie dlatego niewątpliwie przedstawi całą sprawę fałszywie! Tak, pewnie chciała uspokoić co najrychlej siostrę i poszła do domu.

Niewiele myśląc Mildrid porwała chustkę, zarzuciła ją na głowę i pobiegła najbliższą drogą ku dolinie. Znalazłszy się na ścieżce, zapomniała o wszystkim i mając tylko jeden cel przed sobą, szła coraz to prędzej. Serce jej ściskało się na myśl, że przyjdzie za późno. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że bezsenność i łzy wyczerpały jej siły. Zaczęło jej się robić słabo, uczuła zawrót głowy.

„Spocznę!” — pomyślała.

Usiadła na trawie, ale jej to nie sprawiło ulgi. Musiała się położyć. Położyła się przeto, podsunęła ramię pod głowę i... natychmiast zasnęła.

Beret nie poszła do rodziców, ale do Jana Haugena. Droga była daleka, a wielkiej jej części nie znała wcale. Musiała iść skrajem lasów, potem piąć się w górę po stromych skałach, gdzie było niezbyt bezpiecznie z powodu dzikich zwierząt. Ale szła śmiało. Jan musiał przyjść, inaczej źle będzie z Mildrid. To był powód, który ją skłonił do podjęcia tego niemałego trudu.

Beret była silna i zdrowa. To, co się przydarzyło siostrze, roznamiętniło ją samą. Jan był w jej oczach najpiękniejszym mężczyzną świata i Mildrid musi go dostać! Nie było to dla niej dziwne, że Mildrid oddała mu swe serce natychmiast i że on zbliżył się do niej bez namysłu. Jeśli rodzice tego nie zrozumieją, to zakochani będą zmuszeni swą wolę przeprowadzić w dobry czy zły sposób, podobnie jak to uczynili pradziadek i dziadek. Myśląc o tym, zanuciła rodzinny marsz weselny.

Przybywszy na szczyt gór, krzyknęła z zachwytu. Miała przed sobą wspaniały widok. Dolina słała się w dali, a osiedla zmieniały się w maleńkie, ledwo dostrzegalne punkciki, daleko w dole leżały hale, a tu, gdzie stała, piętrzył się skalisty grunt ostrymi liniami.

Wiedziała, że iść ma wprost na śnieżny szczyt wysokiej góry, która wznosiła się ponad inne na horyzoncie, gdyż na linii w odległości kilku stajań leży Janowe osiedle. I rzeczywiście po chwili spostrzegła, że to już niedaleko.

Ale widok osiedla znowu znikł jej sprzed oczu. Aby się upewnić co do kierunku drogi, wspięła się na stromą skałę w pobliżu i ujrzała tuż przed sobą spore jezioro. Nad jeziorem stało coś, co mogło być skałą, a mogło być i domem. Wiedziała, że osiedle Janowe leży nad jeziorem i pewna była, że nad tym właśnie. Nagle spostrzegła łódź, a w niej dwoje ludzi. To musiał być Jan ze swoim Niemcem.

Pośpieszyła w kierunku jeziora. Ale to, co jej się wydawało bliskie, było jeszcze daleko, biegła tedy i biegła, a sił jej dodawała chęć zobaczenia Jana Haugena.