Tymczasem Cygan Knut, bo takie było jego imię, zabrał się do handlu, zwłaszcza do handlu bydłem, i był powszechnie znany. W całej okolicy on pierwszy jął się takiej pracy na wielką skalę. Był pionierem nowej gałęzi zarobku i spowodował, że chłopi uzyskali teraz wyższe ceny, a wielu z nich doszło do znacznego majątku.

Obok tego Knut bardzo ochotnie brał udział w pijatykach i bitkach wszelkiego rodzaju i o tym przede wszystkim ludzie mówili, nie byli bowiem w stanie poznać się na jego zdolnościach kupieckich i nadzwyczajnym sprycie.

Kiedy Astrid skończyła lat dwadzieścia trzy, sprawa stanęła na ostrzu miecza. Albo cały majątek miał przejść na boczną linię i wyjść z bezpośredniego posiadania rodu Tingvoldów, albo Knut musiał stać się jego członkiem. Rodzice przez swoje małżeństwo utracili moralny wpływ na córkę, która mogła się teraz skutecznie opierać ich woli.

I stało się, jak chciała Astrid. Piękny, wesoły Knut pojechał z nią pewnego dnia do kościoła z tłumnym orszakiem. Dziedziczny marsz weselny, arcydzieło dziadka, grzmiał i huczał po całej dolinie, a oni sami nucili go także z uczuciem wielkiej radości.

Wszyscy byli weseli, nawet rodzice, którzy tak długo stawiali opór, uśmiechali się teraz, aż się temu powszechnie dziwiono.

Po weselu objął Knut gospodarstwo, a rodzice poszli na łaskawy chleb. Ale posiadłość była tak rozległa, że wszyscy zachodzili w głowę, jak Knut i Astrid dadzą sobie radę. W dodatku ogromne te dobra były dotąd dosyć licho administrowane i skutkiem tego gospodarstwo szwankowało. Knut zaczął od tego, że najął potrójną liczbę czeladzi i robotników, wszystko urządził inaczej i włożył w to sumę przekraczającą wyobrażenie mieszkańców doliny. Przepowiadano mu też niechybną ruinę.

Ale Cygan, jak go i teraz jeszcze zwano, był wesoły i ta wesołość udzieliła się też jego żonie. Cicha, dawniej smukła dziewczynka rozrosła się i przemieniła w tęgą kobietę. Wszystko dobrze się układało, rodzice byli zadowoleni. Teraz dopiero zrozumieli wszyscy, że Knut wniósł do Tingvoldu coś, czego tu dotąd nie znano, mianowicie — kapitał.

Zarazem wśród swoich długich włóczęg nabrał doświadczenia. Umiał się obchodzić z towarem i dbać o to, aby robotnicy i służba byli zadowoleni i chętni do pracy. Wszystko złożyło się na to, że po latach dwunastu nie można było poznać dawnego Tingvoldu. Budynki były nowe, liczba bydła potroiła się i wszystko wyglądało wyśmienicie, a Knut w długim szlafroku, z piankową fajką w zębach spędzał wieczory przy szklance grogu z kapitanem, pastorem i wójtem.

Astrid podziwiała go jako najmędrszego, najdzielniejszego człowieka na całym świecie i sama opowiadała, że w młodych latach tylko dlatego popijał i brał udział w bijatykach, by o nim szeroko mówiono.

Szła za jego przykładem we wszystkim, nie chciała tylko zmienić stroju i sposobu życia, zachowując swój ludowy ubiór i obyczaje. Knut godził się, by każdy żył, jak mu wygodniej, przeto i pod tym względem panowała między nimi zupełna zgoda.