Odczułem w tej chwili, że pytanie to jest tylko dalszym ciągiem jej myśli i że dotyczyło sposobu myślenia jej męża; to też odparłem zapytaniem:
— Co sądzi mąż pani o nieśmiertelności?
— Nie wierzy w śmiertelność indywidualności, — odparła; — odradzamy się w naszem otoczeniu, czynach, a szczególniej w dzieciach, ale uważa taką nieśmiertelność za wystarczającą.
Patrzała w dal, jak przedtem, załzawionym wzrokiem; ale w głosie jej nie drgała najmniejsza nuta niezadowolenia lub goryczy.
— A więc pani mówi o takich rzeczach z Atlungiem?
— Dziś już nie.
— W Dreznie wydawało mi się, że państwo mają jednakie przekonania...
— Był wówczas pod wpływem mego ojca, a prawdę powiedziawszy, nie wierzę, żeby sobie zupełnie jasno zdawał z tego sprawę. To tak zwolna przychodziło.
— Tak, dostrzegłem parę książek, które teraz znalazły miejsce w tych rzędach.
— Tak, Albert zmienił się.