Powiedziała to zupełnie spokojnie, tylko mały paluszek dotykał ust nerwowo.

— A któż się zajmuje wychowaniem dzieci? — spytałem.

Zdawało mi się, że nie ma ochoty odpowiedzieć na to pytanie, przez grzeczność jednak odparła:

— Nikt.

— Nikt?

— Albert chce, żeby i nadal tak było.

— Ależ droga pani, jeśli się ktoś nie zajmuje nawet dziećmi, uczy je tylko czytać i pisać, to przecież opowiada im to i owo.

— Tak, jak ktoś chce; a właściwie robi to Stina.

— A więc to dzieje się tylko jakby przypadkowo?

— Zupełnie przypadkowo, — odparła prawie obojętnie.