Opowiedziałem jej w krótkich słowach rozmowę moją z dziećmi o aniołkach, o drugiem życiu, i zapytałem jej, czy to aprobuje.

— Tak, czemu nie? — Spojrzała na mnie z przedziwną niewinnością, ale ponieważ nie zaraz jej odpowiedziałem, zwolna twarzyczka jej pokrywać się zaczęła rumieńcem.

— Jeżeli trzeba im opowiadać coś koniecznie, to przynajmniej coś takiego, co pobudza ich dziecinną wyobraźnię...

— Ależ to burzy rzeczywistość, droga pani, i równa się, przytłumianiu ich zdolności umysłowych.

— Czyli, że doprowadza je do obłędu?

— No, jeżeli nie to, to w każdym razie przeszkadza właściwemu kierunkowi rozwoju.

— Nie rozumiem pana.

— Jeżeli pani uczy dzieci, że życie doczesne nie jest niczem wobec przyszłego, że istnienie niczem, wobec szczęścia nieistnienia, że człowiekiem być, jest o wiele mniej, niż aniołem, że życie o wiele mniej warte od śmierci — w takim razie nie jest to właściwa droga objaśnienia dzieciom, jak mają pojmować życie, kochać je, jak pojmować swoje obowiązki obywatelskie, pracy, miłości ojczyzny.

— Ach, tak pan to rozumie, to już później się zrobi.

— Później, jak już cały ten pył pokryje ich duszę?