— Przeżyłem życie jak się należy, a teraz muszę patrzeć na to grzeszne miasto. Tfu, bez obrazy, Babilon... Szulim! Gdzie jest Szulim? Poszedł już po tę polewkę?
— Poszedł, poszedł — mówił Nahum.
— Miski umył?
— Umył.
— Tfu, kara boska, niekoszerne pomyje w niekoszernej skorupie i ja mam to połykać na stare lata. A ty czyj jesteś? — Lwia broda wskazywała Dawida. Spojrzenie żółtych oczu starca przesuwało się po nim. — Ostrzyżony jak goj. Gdzie masz pejsy? A może u was już nie noszą? Pejsy nie są w modzie, co?
— Tate, nie czepiaj się — i Estera uśmiechała się do Dawida.
— Ny, ny, jak się odzywa do starego ojca.
— Tu nie wieś.
— Widzę. Tfu, że Babilon.
Estera rozwiesiła bieliznę, wyszła z sandałów i wsadziła do miednicy nogi. Przygryzła wargę; lekkimi ruchami płukała stopę, łydkę, kolano, uniosła spódniczkę i zwilżyła uda. Długo oglądała piętę przechyliwszy za siebie głowę i włosy luźno spłynęły na plecy.