Dawid ukradkiem patrzył w tamtą stronę, czerwieniąc się i bojąc, aby ktoś tego rumieńca nie zauważył. Elijahu uśmiechał się niewyraźnie. Trzymała w spoconej dłoni parę przywiędłych, wymiętych kwiatków.

Kurzem przysypane były kwiatki, sukienka, twarz.

Długi Icchok wyrwał jej mizerny bukiet i z chichotem cisnął na ziemię, a potem dokładnie rozcierał drewniakami, aż zostały tylko szczątki i rozmazana, wilgotna, zielona plama na kamieniach.

— Tfu! Kocham kwiaty, zwierzęta i dzieci. Człowieka nienawidzę.

Szarpnęła wyleniałego liska za ogon i przekręciła pyszczkiem na plecy.

Małka to zwykłe imię. Ale w starym języku oznacza królową. Ostatnia w tłumie nędzarek nazywać się może Małka i nie wiedzieć, że nosi królewskie imię, a byle ulicznik woła za każdą obdartą Żydówką: „Małka!” Felek Piorun na niepewnych nogach zatrzymywał się na ulicy, zdejmował czapkę, zamiatał nią przed sobą i wołał: „Królowo, dla ciebie wszystko”. Małka wsiadała do dorożki, on podawał jej ogień, zaciągała się petem, który cały wieczór tkwił niedopalony między palcami, i drynda ruszała na Bagno. Jechali pić wódkę i śpiewać do rana piosenki. Czy Felek Piorun wiedział, że „Małka” znaczy królowa? Tak mówił. Dla pijaka każda dziewczyna z ulicy może być królową. Pijacy mają swój język i ten język plącze im się ze wszystkimi innymi językami.

Długi Icchok chichotał upiornie i wskazywał ją palcem, kiedy czekała na powrót Lejbusia z menażkami. A ogonek przed kuchnią gminną pełzł do przodu jak wycieńczony charłak wzdłuż ściany.

Wracając z garnkami Dawid stawiał gorącą blaszankę na cegłach i siadał między wysiedleńcami z kresów, słuchając ich śpiewnych głosów.

— Przeżyłem życie jak się należy.

Estera rozwieszała mokre szmaty na sznurze, wspinała się na palce. Wykręcała ręką bieliznę, chlustała wodą. Płaskonosy Nahum rąbał krzesło na ogień. Fajwel Szafran mruczał: