— Mów, mów.

— Pewno zgrzeszyłam. Pychą.

— Ty i pycha! Dobre sobie.

— A dzisiaj wiem, że i to można utracić. Tak niewiele.

Drży podbródek i nagle tworzy się wyraźny dołek. Matka zaciska zęby, zaciska mocno powieki. Marszczą się wargi, brwi, skronie, czoło. Kładzie sztywno ręce na twarzy i przez palce toczą się strumyczki łez.

— Widzisz, każdemu zgotowano ten sam los.

— Wolno mi... pomyśleć... że... to kara... na mnie?

— Wolno, tylko nie dodawaj sobie zmartwień. Jak mleko wykipi, nie trzeba od razu robić rachunku sumienia.

— Kiedy ślepiec się potyka, czy to znaczy, że został ukarany za grzech? Już dawno został ukarany ślepotą. My, Żydzi, jesteśmy detaliści i dlatego nie możemy dojść do ładu z Panem Bogiem. A Pan Bóg to hurtownik i nie dba o detal. Tylko hurtownik mógł stworzyć taki świat w sześć dni.

— Ręka mu nawet nie zadrżała. Ale co z tym mlekiem? Zostało trochę?