— A potem było nasze wesele.

— Czekaj, jeszcze nie. Potem Lewin zapłacił i zrobił drugi obstalunek. Musiałem urządzić służbówkę dla Ceśki. Wszystko pociągnięte białym lakierem, nawet ramki do obrazków. Niech go nie znam! Rąk nie mogłem domyć. Samego adamaszku wyszło ze dwadzieścia metrów.

— Wszyscy mówili, że stary Lewin okropnie się w niej kochał.

— E, gadanie.

— A jednak poszła z nimi za mur. Popatrz, złoto, nie dziewczyna.

Ojciec powtarza:

— Osiem krzeseł, dwa fotele, stół z pomocnikiem i kanapka. Widzę jak dziś.

Zapada milczenie.

— A potem tak mną zakręciło. Nie miałam czasu obejrzeć się za siebie. I to wszystko — matka wykonuje nieokreślony ruch — wydawało mi się takie małe. Jak gdyby moje życie było zawsze gorsze niż ja. Nie takie, jak ja.

Urywa.