— Jonasz...

— Pytam, człowiek ma jedno życie?

— Jonasz pytał o to samo. Tak, jedno życie, w szczęściu i w głupocie. W grzechu i w dobroci, w godności i w nędzy tylko jedno życie.

— Ja, człowiek, nie mam więc prawa stanowić o sprawiedliwości, tutaj, na ziemi?

— A ty, który masz gorące serce, wierzysz w ludzką sprawiedliwość, tutaj, na ziemi?

— Wierzę!

— I swoją krzywdę chcesz naprawić cudzą krzywdą?

Ojciec rozjaśnił karbidówkę. Wuj Jehuda zacisnął cienkie usta zmięte gorzko w grymasie zniechęcenia. Prof Baum usiłował szczelniej okręcić się kocem, ująwszy w garść brzegi. Dawid złowił ich spojrzenia, kiedy mijały się w powietrzu.

— Poczekaj — powiedział Uri i odepchnął Nauma. — Co mnie trzyma przy życiu, to nadzieja, że wezmę odwet. Oko za oko, ząb za ząb. Moja jest słuszność.

— Młody człowieku, nie bywa tak na tym świecie, aby jeden posiadł słuszność, a drugi nie miał jej wcale.