Tej nocy długo jeszcze unosiły się nad nim ich wzburzone, złe głosy.

Odleciały motyle, przepadły w mroku nieczynnego kina „Excelsior”, na tyłach fabryki Brauera. Została brama w gruzach i za plecami mur starej zrujnowanej kotłowni, a pod murem mały trupek Ernesta, którego z dawien dawna nazywali Albinosem. Staremu Bierce długi czas potem nie chcieli miejsca pokazać, gdzie ciało leży; dopiero Mundek Buchacz przyniósł mu podartą, zakrwawioną koszulę i ukradkiem rzucił pod drzwi. Mordchaj Sukiennik oczyścił cholewy butów i poszedł do Bierki, który leżał po tyfusie. Posiedział przy chorym w milczeniu, a potem powiedział tak:

— Idąc po śladach można dotrzeć do zasypanej studni. Tylko że nie wiadomo, kto w niej stada poi i kto ukaże zasłoniętą twarz. Człowieku, nic ci więcej powiedzieć nie mogę. Et!

Bierka patrzył przed siebie pustym, obojętnym spojrzeniem charłaka, który niechętnie przeżył śmierć bliskich. Zanim wyzdrowiał i trafił na pusty placyk, ciało już pochowano. Na Krochmalnej podniósł się szum, gwałt. Święta ziemia nosi jeszcze na sobie te wyrodne szczenięta. Elijahu i Dawid zostali ze swą dziecinną dolą, z resztą złomu zawiniętego w gałgan i w jakiś czas później znalazł się kupiec za Żelazną Bramą, skwapliwy i lojalny, który ich wybawił z kłopotu. Elijahu podzielił mues, sześć twardych zatrzymał sobie, dziesięć motyli podrzucił ojcu Ernesta. Wtedy w kamienicy podniósł się znów krzyk. O wa, złoty interes. A kobiety, które chodziły do roboty w warsztatach Brauera, pytlowały jak najęte na prawo i lewo, że Elijahu i Dawid łomem zatłukli małego Bierkę, a ciało wrzucili do dołu z niegaszonym wapnem, żeby wszelki ślad po nim zaginął. Kto zamordował Ernesta? Kto zamordował Albinosa? Niech zapytają Fajnera, to im powie. Ale nikt o nic nie pytał Fajnera; i tak właśnie zakończył się złoty interes, za który im wszyscy nadmuchali pająków do ucha.

XIII

— Czarna godzina!

Rankiem drugiego dnia akcji na podwórze wbiegł żandarm w długim szynelu i ocierając z twarzy pot zawołał o wodę. Na wszystkich padł blady strach. Kręcił się jakoś bezradnie na środku, spoglądał w okna, a hełm przeszkadzał mu zadrzeć głowę do góry. Ukradkiem, w zupełnej ciszy przyglądali mu się zza szyb. Na parterze Chaskiel-stróż uchylił firaneczki i czekał, ale żandarm nie wywołał go na dwór i dalej rozglądał się niepewnie po oficynach. Rywa złapała Chaskiela za pasek i ciągnęła w kąt stróżówki. W oknie nad bramą kupiec Mordarski poprawiał sennym, ostrożnym ruchem krawat. Sura-przekupka przylepiła kudłatą czarną głowę do ściany w sieni i wyglądała, mrużąc lękliwie oczy. Na pierwszym piętrze przywarła do brudnej szyby twarz Nataniela, biała i cicha; za nim stała Estusia położywszy mu dłoń na ramieniu. Na czwartym piętrze pod dachem kuśnierz Papierny siedział w fotelu, z laską, ubrany po raz pierwszy od wielu lat, umyty, w czarnym garniturze. Buba przysunęła fotel do okna i niechlujna broda starego trzęsła się nad parapetem, wychylała z uwagą i ciekawie, kiedy żandarm pokazywał plecy.

Elijahu wbiegł raptem z ulicy, zatupotał drewniakami, na chwilę pokazał się w bramie i przepadł.

A zaniepokojony żandarm odwrócił się szybko; tam już nikogo nie było. Regina zdążyła zatrzasnąć drzwi suteryny, w tym czasie Jankiel stał bez ruchu, nie odrywając ręki od żelazka; zwilżone sukno parowało z sykiem, coś tam się tliło i czuć było dym. Niemiec skurczył się i zwrócił broń w kierunku zburzonej oficyny. Ktoś pokazał w otwartym oknie namydloną twarz, gwizdnął i cofnął się z powrotem, a wtedy Niemiec krzyknął niewyraźnie i zaczął strzelać na oślep. Szyby leciały, uczynił się zgiełk, odłamki szkła pryskały wokół żandarma, trzaskały pod jego butami, odskakiwały od hełmu.

— Czarna godzina! Czarna godzina dla mnie nastała.