Elijahu powiedział cicho:

— Musieli ją w paru podłożyć pod pociąg.

— Ale dlaczego?

— Nogi ma całe. Sama nie położyłaby tak równo głowy.

Zyga był blady. Nie mógł patrzeć, chociaż z nich najstarszy. Odszedł na bok; zmierzchało. Rozeszli się i chyłkiem wrócili do domu, i nigdy o tym nikomu nie powiedzieli słowa.

A tam, w domu, ciągle to samo:

— Murują Nalewki, murują Dziką!

Prof Baum, w rozpiętym palcie, pukał palcem w gazetę, potem czytał głośno kawałek. Co za pies! Ten pies nazywał się Auerswaldt, był niemieckim komendantem miasta, wydawał zarządzenia, kartki na chleb, wieszał ludzi i przesiedlał. Objeżdżał samochodem ulice i patrzył, jak murarze murują mur. Prof Baum rozłożył ręce i oderwał kawałek gazety. W głowie mu się nie mieści, kto by uwierzył jeszcze rok temu. Co to ma być, wieża Babel? Cuda, cuda! Ale nie, on nigdy nie uzna takiej władzy. Rzucił gazetę i podeptał. Zanim wszystkich przesiedlą, wojna szczęśliwie się skończy.

Tak mówili, owak mówili. Co wieczór inaczej mówili, a kiedy przyszedł wuj Jehuda, podrapał się w głowę i powiedział: — Murują na Walicowie — trzeba się było przenosić.

Mordchaj Sukiennik po raz ostatni wbiegł do warsztatu i zgarnął na furę resztki trawy morskiej. Już ludzie błądzili po mieście, szukając nowych kwater. Tam gdzie szło o pośpiech, Niemcy kazali grodzić domy parkanem, zbitym na miejscu z desek, ustawiać kozły żelazne uzbrojone w kłęby kolczastego drutu. Takie płoty stanęły na ulicy Białej, Ciepłej, w poprzek przez Waliców, przy Ceglanej, póki nie zastąpiono ich murem. „Verboten54! — krzyczały tablice. „Durchgang verboten!55” — groziły napisy na murze u strzeżonych wylotów ulic. JUDENVIERTEL REVIER IST GESPERRT EINTRITT VERBOTEN56.