Ojciec starannie omijał wzrokiem Nauma.
— Przecież to koniec. Mów, ile chcesz za wózek — nalegał Naum. — No, ile? — Urwał, czekał.
— Nie — pisnął Dawid.
Ojciec uniósł głowę znad miski. Popatrzył na niego, pomilczał. A potem powiedział:
— Głos słychać, osoby nie widać. Cicho.
— Człowieku. — Naum obrócił dłonie i potrząsał nimi, a każdy palec kurczowo zakrzywiony.
— Yhy, dobra.
— Masz oczy i uszy. Widzisz i słyszysz, co się wyrabia.
— Jestem głuchy i ślepy. Nic nie widzę. Nic nie słyszę.
Otworzyły się drzwi i wiotkim, pajęczym krokiem wsunął się Jankiel Zajączek. Długie ramiona załamał ruchem lękliwej prośby.