— Więc mówię do Reginy: „Regina, dolej wody”. I wtedy się dopiero okazało, że nie ma do czego dolewać. Aj, co za kłopot. Aj, co za wstyd. — Oburącz przycisnął do fartucha karbid. — A za to uszyję małemu nowe spodnie. Żeby miał i żeby nosił, na zdrowie.
— To które już będą? — pytał ojciec. Pytał krawca, ale patrzył na wujka stojącego cicho w drzwiach.
— A?
— Spodnie.
— Spodnie? Nowe.
— Nowe?
— Całkiem nowe. Cajgowe80.
— Jankiel, zrób mu lepiej łatę na łokciu. Popatrz okiem majstra. Na nim sterczy piątek spod soboty.
— Zrobię. Musowo.
— Bo ja zakładam sklep z obiecanymi spodniami. Jankiel, twoje przyrzeczenia są wielkie i puste, jak... dziurawy worek, w którym zawiązana jest wieczność świata.