— Mówią... ale o tym cicho sza — i Jakow zniżył głos, a Gedali, Jankiel, Naum wyciągnęli przez stół szyje. — Prorok może swobodnie chodzić miastem i ogłaszać ludziom koniec świata, a co wyrabiają zbiry w całym kraju, o tym zabrania się pary z gęby... Mówią, że z dymem puszczają bóżnice, całe wsie, mieściny, a Żydów bez dobytku i łacha na grzbiecie pędzą w pole. Każą kapłanom samym znosić rodały i tałesy, składać na stos, polewać naftą i podpalać. Psy wypuszczają na rabinów, żeby skakali żwawo przez ogień. Ustawiają starców kołem i wznosić im każą psalmy przed pożarem. Lonty zapalone przytykają małym chłopaczkom do pejsów i rżą z uciechy. — Ojciec skubnął wuja za rękaw. — To się u nich nazywa wymazać niesprawiedliwość.

Jankiel Zajączek położył karbid na stole. Wolne ręce wyciągnął przed siebie. Wykrzyknął:

— Co jest? Co ma być?!

Sonderaktion83. — Naum znów się poruszył. — Ten świat stanął na głowie i wariat ma używanie.

Ojciec uspokajał ich, unosząc miękko dwa złożone palce.

— Cii.

— A kto mówi, że ten malarzyna — rozgniewał się raptem Jankiel — nie dostał już dawno gruntownego pomieszania zmysłów? Malarz pokojowy, tfu, paskudztwo! Ja od początku mówiłem, to nie chcieli mi wierzyć. Ani Chaskiel, ani Mordchaj.

Wuj Gedali wyprostował się na krześle, popatrzył na krawca, a potem w górę.

— Jak tu można odróżnić obłąkanego w tłumie morderców? Nie wiem — powiedział i bezradnie rozłożył ramiona.

Smagłe czoło zalśniło, przełamany hardo nos wysunął się do przodu. — Urządził sobie Hycler duże, duże przedstawienie w naszej kochanej Europie i Żydzi zapłacą koszty — mówił Naum. Wełniste włosy, twarde i kręte, grubym pasmem opadły mu na skroń.