Naum przegarnia zwitek pogniecionych banknotów i „młynarki” rozsypują się szeroko na stole.

— Pojeżdżę tydzień, dwa sam... i cię spłacę, Jakow. Za te grosze nie wyżyjemy oba razem.

Matka ciska pogrzebacz do kubła.

— Łapu-capu! Rozpędziochy dostał.

— Ile? Spłacę.

— Nie — szepcze Dawid bez swojej woli. Czuje, jak ogarnia go znów sen. To mówi on czy ktoś inny? Ojciec odwraca się:

— Ryby i dzieci głosu nie mają. Cicho.

Naum idzie do drzwi, z wahaniem przystaje w progu z ręką na klamce.

— Grosze, grosze. Cały ten interes na resorach.

— Na połamanych resorach — dodaje ojciec.