— Jajeczny, policz swoje słowa. Mnie się zdaje, że tutaj padło o jedno za dużo.

— Jak wół targałem worki i nadstawiałem za niego głowę. Nie ma darmochy!

Kupiec Mordarski rozłożył ramiona i pokornie pochylił głowę.

— Potępiają cię usta własne. A nie ja. I słowa twoje świadczą przeciw tobie... Jajeczny, nie bluźnij.

— Morduj mnie. Zamorduj mnie, ojca dzieciom.

— Mam czas.

— Mordarski, ty nie bądź kapitalistą. Jak wesz pijesz moją czerwoną krew i ciągniesz w swoją stronę.

— Wszyscy żyjecie ze mnie i każdy ciągnie w swoją stronę. — Mordarski rozłożył modlitewnie ręce. — Co robić? Dzisiaj strata, jutro zysk. Pan dał, Pan wziął i nie ma o czym mówić, drogi człowieku.

— Nie widzieliście? To popatrzcie na niego! O, o, o, ten paser!

— Jeżeli ja, sprawiedliwy kupiec, ja, Mordarski całe życie, ja... mam być paserem, to jak się nazywa ten, który stworzył ten świat? I rządzi nim bezkarnie z nieba?