Ballada dziadowska
Postukiwał dziadyga o ziem1 kulą drewnianą,
Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.
Szedł skądkolwiek gdziekolwiek — byle zażyć wywczasu2,
Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.
Stał i patrzał3 tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,
Oj da-dana, da-dana! — jak się strumień strumieni!
Wychynęła4 z głębiny rusałczana dziewczyca5,
Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica6.
Nie wiedziała, jak pieścić — nie wiedziała, jak nęcić?