— Stryjaszku! Te drzwi są tak duże i ciężkie, że nie zdołam ich podnieść! Sił mi nie starczy!
— Pochyl się tylko ku drzwiom — odpowiedział Roeoender — i powiedz: „To ja, Aladyn!”, a zobaczysz, że drzwi same się zaraz otworzą.
Aladyn pochylił się ku drzwiom i zawołał:
— To ja, Aladyn!
Drzwi się natychmiast otworzyły i Aladyn ujrzał schody kręte, które wiodły w dół.
Zszedł w dół po schodach i trafił na drzwi marmurowe, szczelnie zamknięte. Dotknął drzwi dłonią i znów zawołał:
— To ja, Aladyn!
Drzwi marmurowe wnet się rozwarły.
Aladyn ujrzał za tymi drzwiami ogród podziemny i wbiegł do ogrodu.
W ogrodzie tym rosły krępe, karłowate drzewa, pokryte mchem złotym. Na gałęziach zamiast owoców dojrzewały perły tak wielkie, jak orzechy. Perły te napełniały ogród podziemny białym, matowym światłem. W tym świetle ujrzał Aladyn mury ogrodu porosłe jadowitymi grzybami i pleśnią. Przypomniał sobie przestrogę stryja i owinął się starannie swoją szatą, gdyż po ogrodzie wiał wicher podziemny i rozwiewał rąbki jedwabnej szaty tak, że łatwo mogły o mur zawadzić.