— Oddaj mi teraz swoje życie.
— Bierz je — odrzekła Fatima — ale mi powiedz przynajmniej, za co mnie zabijasz?
— Za nic! — zaśmiał się czarnoksiężnik. — Zabijam cię dlatego, abyś przed nikim nie mogła zdradzić moich czynów.
Mówiąc to, wyjął sztylet, zabił Fatimę, ukrył jej zwłoki w krzakach, a sam wrócił do celi, gdzie noc całą przenocował.
Nazajutrz wyszedł na miasto, przebrany w szaty Fatimy i okryty jej białą zasłoną.
Ludzie, myśląc, że to idzie Fatima, kłaniali się nisko, prosili o błogosławieństwo lub o uzdrowienie.
Czarnoksiężnik udawał, że jest zajęty modlitwą i nie ma teraz czasu na rozdawanie błogosławieństw i uzdrowień. Udał się w stronę pałacu Aladyna i zaczął się przechadzać przed pałacem.
Badrulbudura wyjrzała przez okno, zobaczyła domniemaną Fatimę i wysłała sługę, aby zaprosiła Fatimę do pałacu. Czarnoksiężnik natychmiast skorzystał z zaproszenia i wszedł do pałacu.
— Od dawna cię chciałam poznać, Fatimo! — rzekła Badrulbudura. — Słyszałam wiele o twoim życiu pustelniczym i o tym, że mieszkasz w celi wyżłobionej w skale. Zapewne nigdy nie widziałaś pałacu. Zdejm więc na chwilę swoją zasłonę i obejrzyj komnatę pałacową. Ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobi ta komnata na pustelnicy, przyzwyczajonej do przebywania w wyżłobieniu skalnym.
Czarnoksiężnik z lekka uchylił zasłony, obejrzał komnatę i rzekł, udając głos Fatimy: