— I pozwoliłem! — zawołał Kiepas, podnosząc palec do góry i przytaczając swe pozwoleństwo na dowód, że i reszta zdarzenia tak samo była prawdziwa i rzeczywista.
— Głupiś! — rzekł Gryz. — Tak samo jej twoja izba do zniesienia jaj była potrzebna, jak tobie to jajo do twej opowiadanki durnej! A przyparty do muru upewniałeś na domiar, że czarne było, nie białe.
— To już jej rzecz, nie moja, dlaczego czarne, a nie białe zniosła — zauważył pośpiesznie Kiepas, spychając tym razem na sędzinę wyłączną odpowiedzialność za wybór koloru.
— Głupiś! — zawrzasnął Gryz i ujrzawszy w oczach Kiepasa jakieś zaprzeczenie, wzdrygnął się bezsilnie całą swoją osobą.
Kiepas ręką machnął.
— Co wiem, to wiem, i nikt mi tego nie odbierze — odparł spokojnie w poczuciu podejrzanej dla Gryza słuszności.
— Co wiesz? — spytał Gryz.
— A to wiem, że masz z diabłem konszachty — rzekł Kiepas i wytknął palcem rozwarte oburzeniem oczy Gryza.
— Nie rzucaj mi obelg w twarz, bo cię kiedyś w pysk za to lunę19! — odparł Gryz i odwróciwszy się, wszedł z powrotem do chałupy.
„Poczekaj no, bratku! — pomyślał Kiepas, pięścią odgrażając się już nieobecnemu Gryzowi. — Niech no tylko noc nastanie, a sprawdzę, kto z nas ma słuszność. Na pewno cię będzie twoja chętka czartowska korciła. Nie wytrzymasz i znów swą przemianę koźlatą wedle układu z diabłem odrobisz!”