Noc nastała i o tej samej, co poprzedniej nocy, godzinie Gryz się z chałupy wyłonił.
„Nie wytrzymał!” — pomyślał Kiepas, dech w piersi tamując.
Gryz postał chwilę małą i ku latarni swe kroki skierował.
Zaledwo do latarni się zbliżył, a pierzchnął z oczu Kiepasa. Na jego miejscu powstał kozioł czarny.
Kiepas sznur, zawczasu przygotowany, na szyję kozła zarzucił i do latarni go przywiązał. Kozioł z lekka przekrzywił na bok głowę i znieruchomiał.
„Kozła mam, więc i jego mam. Ciekawym, co teraz uczyni?” — pomyślał Kiepas, patrząc na kozła tym wzrokiem, którym zazwyczaj Gryza obdarzał. Ledwo to pomyślał, a Gryz z chałupy wyszedł.
„A to ci bestia! — zaklął w duchu Kiepas. — U latarni stoi uwiązany, a jednocześnie z chałupy wychodzi! A może to nie on, jeno ktoś trzeci?” — Zdjął go strach lekki.
— Kto tam? — zawołał, patrząc na zbliżającego się Gryza.
— Czy ślepy jesteś, że nie widzisz? — odparł Gryz. — Znów mi kozioł z zagrody uciekł.
— Niby to nie wiesz, co się z twym kozłem dzieje? — rzekł podejrzliwie Kiepas.