— A co się dzieje? — spytał Gryz.
— Do latarni go przywiązałem — odpowiedział Kiepas z przebiegłym uśmiechem. — Nie masz tam śladów od sznura na szyi?
— Głupiś — odrzekł Gryz i kozła odwiązał.
— A ja co twierdzę, to twierdzę! — rzekł Kiepas z mocą.
— Co twierdzisz? — spytał Gryz.
— A to właśnie twierdzę, że z diabłem konszachty masz! — odparł Kiepas i kozła kolanem szturchnął.
— Nie miotaj mi obelg w twarz, bo cię kiedyś w pysk lunę — przypomniał mu Gryz i z kozłem, tłocząc się o jego boki, do domu wrócił.
Kiepas milcząc, wzrokiem pogardliwym do końca go odprowadził.
Następnej nocy powtórzyło się to samo zjawisko.
O godzinie, z góry Kiepasowi wiadomej, Gryz wyszedł, jako zawsze, z chałupy.