Kiepas się z ziemi nie podnosił, upadek swój w rodzaj spoczynku trafnie przedzierzgając.
Gryz z kozłem zbliżył się do niego.
— Czemu chudobę21 mi dręczysz? — zapytał.
Kiepas na piasku pierwszą literę swego nazwiska kreślić zaczął, lecz nie dokończył.
— Czemu chudobę mi dręczysz? — powtórzył głośniej Gryz.
— Tylem ją udręczył, ile ona i mnie udręczyła — odpowiedział Kiepas, sapiąc mozolnie.
— Kto ci pozwolił kozła pod wierzch zażywać? — dąsał się Gryz i kozła pchnął przed same oczy siedzącego na ziemi Kiepasa, aby mu pokazać, jak zwierzę po jeździe wierzchowej wygląda.
Wyglądało opłakanie.
— Nie o koźlą skórę, jeno o własną ci chodzi — rzekł Kiepas, uśmiechając się chytrze. — Sam się tą jazdą zmęczyłeś, a kozła do oczu mi pchasz dla niepoznaki. Albo ja wiem, który z was człek, a który kozioł?
— Głupiś! — odrzekł Gryz.