I odszedł w sen za snami, by z tym zielem w dłoni

Zniknąć w jednej i w drugiej niebiosów ustroni.

Rzekł Maciej do Macieja: «Z ran moich niemało

Podczas rozmowy z Bogiem krwi się w świat przelało».

I na nogach się zachwiał i bardzo niezgrabny

Na trawę się wywrócił bokiem, jak wóz drabny.

Drugi Maciej na ból swój boczył się i srożył,

Lecz — by ciału dogodzić — obok się ułożył.

Rzekł jeden: «Czemuś taki srebrniasty na licu,

Jakbyś gębę przed chwilą wytarzał w księżycu?»